Pensje rosną, ale etatów nie przybywa. Co dzieje się dziś z rynkiem pracy w Polsce?
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że sytuacja pracowników w Polsce wygląda całkiem dobrze. Wynagrodzenia nadal rosną, a temat podwyżek wciąż regularnie wraca w danych i komentarzach. Problem w tym, że sam wzrost pensji nie pokazuje całego obrazu.
Najnowsze dane GUS sugerują, że rynek pracy robi się bardziej skomplikowany. Płace w sektorze przedsiębiorstw nadal idą w górę, ale zatrudnienie nie rośnie. Jednocześnie przybywa osób zarejestrowanych jako bezrobotnych. To nie wygląda jeszcze jak załamanie, ale trudno też mówić o rynku, który wyraźnie przyspiesza.
Wynagrodzenia nadal rosną
Według najnowszych danych GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w lutym wzrosło nominalnie o 6,1 proc. rok do roku. W porównaniu ze styczniem było też wyższe o 1,5 proc.
To pokazuje, że firmy nadal płacą więcej niż rok wcześniej. Dla wielu pracowników jest to dobra wiadomość, bo wzrost wynagrodzeń wciąż pozostaje jednym z najważniejszych tematów na rynku pracy. Tyle że same pensje nie odpowiadają jeszcze na pytanie, czy firmom rzeczywiście przybywa ludzi, czy raczej próbują utrzymać obecne kadry w trudniejszym otoczeniu.
Etaty stoją w miejscu albo znikają
I właśnie tutaj pojawia się druga strona obrazu. W tej samej publikacji GUS podał, że przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w lutym wyniosło 6398,1 tys. i pozostało na zbliżonym poziomie do stycznia, ale było o 0,8 proc. niższe niż rok wcześniej.
To ważny sygnał. Oznacza, że firmy nie zwiększają zatrudnienia w takim tempie, jakiego można by się spodziewać po samym wzroście wynagrodzeń. Innymi słowy, pieniądze na rynku pracy nadal rosną, ale liczba etatów nie idzie za tym w górę.
Bezrobocie też lekko wzrosło
Do tego dochodzą najnowsze dane GUS o bezrobociu rejestrowanym. Na koniec lutego w urzędach pracy zarejestrowanych było 954,9 tys. osób bezrobotnych, a stopa bezrobocia wyniosła 6,1 proc.
To oznacza wzrost o 0,1 pkt proc. względem stycznia i o 0,6 pkt proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Sam ruch nie jest ogromny, ale pokazuje, że rynek pracy nie jest dziś tak mocny, jak jeszcze jakiś czas temu.
Jak to możliwe, że pensje rosną, a rynek nie przyspiesza?
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać sprzecznie, ale w praktyce taki układ nie jest niczym niezwykłym. Firmy mogą podnosić wynagrodzenia po to, by utrzymać pracowników, dopasować się do presji kosztowej albo konkurować o ludzi w konkretnych zawodach. To jednak nie musi automatycznie oznaczać, że jednocześnie chcą tworzyć dużo nowych miejsc pracy.
Możliwy jest więc scenariusz, w którym przedsiębiorstwa płacą więcej obecnym pracownikom, ale ostrożniej podchodzą do nowych rekrutacji. I właśnie taki obraz zaczyna się dziś z tych danych wyłaniać.
To nie jest jeszcze zła wiadomość dla każdego
Warto przy tym uważać na zbyt proste wnioski. Słabszy obraz zatrudnienia nie oznacza, że pracy nagle nie ma. Rynek nie działa przecież tak samo w każdej branży i regionie. W jednych zawodach firmy nadal będą szukać ludzi, w innych mogą dłużej zwlekać z tworzeniem nowych etatów.
Dlatego te dane lepiej traktować jako sygnał, że rynek pracy zrobił się bardziej ostrożny, a nie jako dowód na nagłe załamanie.
Co to oznacza dla pracowników i kandydatów?
Dla osób szukających pracy wniosek jest dość prosty: samo to, że wynagrodzenia rosną, nie oznacza jeszcze, że znalezienie nowej pracy będzie łatwiejsze. Możliwe, że część firm nadal będzie podnosić płace, ale jednocześnie bardziej ostrożnie podchodzić do nowych rekrutacji.
Dla kandydatów oznacza to zwykle jedno: większa konkurencja o te oferty, które się pojawiają, i większe znaczenie dobrze dopasowanych aplikacji. Rynek nie zamknął się, ale z pewnością nie wygląda dziś na szczególnie rozpędzony.
Co mówią te dane o kondycji gospodarki?
Najkrócej mówiąc: sytuacja nie jest jednoznaczna. Z jednej strony wciąż widać wzrost płac, co może świadczyć o tym, że firmy nadal walczą o utrzymanie części pracowników i nie tną kosztów w sposób gwałtowny. Z drugiej strony słabsze zatrudnienie i wyższe bezrobocie pokazują, że przedsiębiorcy nie patrzą na najbliższe miesiące z pełnym spokojem.
To bardziej obraz rynku, który hamuje i robi się ostrożniejszy, niż rynku, który mocno się odbija.
Podsumowanie
Najnowsze dane GUS pokazują dość wyraźny paradoks. Wynagrodzenia w Polsce nadal rosną, ale zatrudnienie nie idzie za nimi w górę. Do tego lekko wzrosła stopa bezrobocia, a liczba zarejestrowanych bezrobotnych znów zbliżyła się do miliona.
To nie oznacza jeszcze kryzysu na rynku pracy, ale trudno też mówić o pełnym optymizmie. Dziś bardziej niż o rozpędzonym rynku można mówić o rynku ostrożnym, w którym firmy nadal płacą więcej, ale niekoniecznie chcą równie chętnie tworzyć nowe etaty.



