Chińczycy masowo aplikują na etat pasterza. Ucieczka z biura stała się viralem
Dwa etaty pasterza owiec, odległe tereny północnych Chin, praca z dala od korporacyjnych open space’ów i ponad 700 chętnych w kilka godzin. Brzmi jak żart z internetu, ale to prawdziwe ogłoszenie, które obiegło chińskie media społecznościowe i zdobyło blisko 59 mln wyświetleń na Weibo.
Farmer Zuo Xiaoyong szukał dwóch osób do pracy przy owcach na surowych terenach na południe od Mongolii. Spodziewał się pewnie kilku kandydatów z doświadczeniem w pracy na wsi. Zamiast tego dostał lawinę zgłoszeń od ludzi z dużych miast, pracowników biurowych, robotników fabrycznych i absolwentów uczelni. W tle pojawiły się Szanghaj, Chongqing, dyplomy, zmęczenie długimi godzinami pracy i jedno wspólne marzenie: wyjść z zawodowego młynka, nawet jeśli na drugim końcu czeka stado owiec.
Owce zamiast open space’u
Dlaczego ogłoszenie o pracy pasterza stało się tak popularne? Bo trafiło w nerw. Nie chodzi tylko o samą pracę na farmie. Internet pokochał kontrast: młodzi, wykształceni ludzie, którym przez lata powtarzano, że sukces mieszka w wielkim mieście, nagle masowo klikają w ofertę z dala od biurowców, spotkań i maili z tematem „pilne”.
To trochę komiczne, ale też dość gorzkie. Jeśli praca przy owcach zaczyna wyglądać jak atrakcyjna alternatywa dla miejskiej kariery, to znaczy, że coś w tej karierze mocno skrzypi. Kandydaci nie uciekali przecież do romantycznego obrazka z folderu turystycznego. Sam farmer ostrzegał, że to nie wakacje, tylko ciężka praca w trudnych warunkach.
Zmęczenie wyścigiem jest globalne
Chiński przypadek jest viralowy, ale nie jest całkiem egzotyczny. W wielu krajach młodzi pracownicy coraz częściej kwestionują klasyczną ścieżkę: studia, miasto, biuro, awans, więcej obowiązków, mniej życia. Kiedy praca przestaje dawać stabilność, sens albo poczucie rozwoju, nawet radykalna zmiana zaczyna wyglądać rozsądnie.
W Chinach tłem jest trudny rynek pracy dla młodych, presja konkurencji, koszty życia w metropoliach i kultura długich godzin. Ale podobne emocje widać też gdzie indziej: wypalenie, zmęczenie „byciem dostępnym”, frustracja po wysyłaniu CV bez odpowiedzi, chęć prostszego życia. Tyle że jedni mówią o rzuceniu wszystkiego i wyjeździe w Bieszczady, a inni naprawdę aplikują do owiec.
Czy polski pracownik biurowy też marzy o ucieczce?
W Polsce podobny news pewnie też zebrałby komentarze w stylu: „gdzie wysłać CV?” albo „owce przynajmniej nie robią calli o 8:30”. I coś w tym jest. Wielu pracowników biurowych niekoniecznie chce zostać pasterzem, rolnikiem czy drwalem z Instagrama. Często chcą po prostu pracy, która nie zjada całej głowy.
To ważna lekcja dla pracodawców. Ludzie nie odchodzą wyłącznie po wyższą pensję. Czasem uciekają od chaosu, mikrozarządzania, wiecznego napięcia, braku sensu i atmosfery, w której nawet kawa w firmowej kuchni ma smak deadline’u. Jeśli etat pasterza zaczyna konkurować z pracą w mieście, to nie owce są problemem. Problemem jest to, że normalna praca przestaje być normalna.
Trzy pytania do czytelników
- Czy zamienilibyście pracę biurową na prostszą, fizyczną pracę, gdyby dawała spokój i stabilność?
- Co najbardziej wypycha ludzi z korporacyjnego wyścigu: pensja, stres, brak sensu czy atmosfera?
- Gdybyście mogli na miesiąc zniknąć z obecnej pracy, gdzie byście pojechali: wieś, góry, morze, a może totalnie offline?
Historia z Chin bawi, bo jest absurdalna. Ale klika się tak mocno dlatego, że pod spodem nie ma żartu, tylko bardzo znajome zmęczenie. Może więc największym benefitem przyszłości nie będzie owocowy czwartek, karta sportowa ani kolejna aplikacja do produktywności. Może będzie nim po prostu praca, po której człowiek nie fantazjuje o ucieczce do stada owiec.
Osoby, które same myślą o zmianie zawodowej, mogą sprawdzić aktualne oferty pracy w Polsce na Jober.pl.



