Młodzi Koreańczycy coraz częściej wybierają pracę w Japonii. Azja pokazuje nową migrację zarobkową
Jeszcze niedawno wielu młodych Koreańczyków marzyło przede wszystkim o pracy w największych rodzimych firmach: Samsungu, Hyundaiu, LG czy innych gigantach, które w oczach absolwentów oznaczały prestiż, stabilność i zawodowy start z dobrym logo w CV. Dziś część z nich patrzy w inną stronę. Coraz częściej wybierają Japonię.
Według Reutersa w 2025 roku 2 257 młodych Koreańczyków podjęło pracę w Japonii dzięki programom wspieranym przez państwo. To o 47% więcej niż rok wcześniej. Nie są to ogromne liczby w skali całego kontynentu, ale trend jest ciekawy, bo pokazuje coś większego: młodzi ludzie coraz mniej przywiązują się do kraju, a coraz bardziej do realnych szans wejścia na rynek pracy.
Korea ma dyplomy, Japonia ma wakaty
Korea Południowa jest krajem świetnie wykształconych młodych ludzi, ale też bardzo ostrej konkurencji o dobre stanowiska. Duże firmy często wolą kandydatów z doświadczeniem, a pierwszy krok zawodowy bywa trudniejszy niż sama nauka. W efekcie absolwent może mieć dyplom, język, ambicję i nadal odbijać się od rekrutacyjnej ściany.
Japonia ma inny problem. Starzejące się społeczeństwo i niska stopa bezrobocia sprawiają, że firmy częściej szukają rąk do pracy i są bardziej otwarte na młode talenty z zagranicy. Według Reutersa młodych Koreańczyków przyciąga m.in. możliwość szkolenia w miejscu pracy, której w Korei często brakuje świeżym absolwentom.
To trochę odwrócona mapa migracji. Nie chodzi o klasyczny wyjazd z biedniejszego kraju do bogatszego. Korea nie jest przecież peryferią świata. Chodzi raczej o ucieczkę z zatłoczonego wejścia na rynek pracy do miejsca, gdzie drzwi otwierają się szybciej.
Japonia kusi, ale nie jest bajką o biurze pod kwitnącą wiśnią
Ten trend nie oznacza, że Japonia stała się idealnym pracodawcą kontynentu. Kraj nadal ma opinię trudnego miejsca pracy, a pojęcie tzw. „czarnych firm” od lat funkcjonuje jako ostrzeżenie przed przepracowaniem, presją i toksycznymi warunkami. Dla wielu kandydatów to realna obawa, nie internetowa legenda.
Mimo to młodzi Koreańczycy wybierają ryzyko, bo alternatywą bywa długie czekanie na pierwszą sensowną pracę w domu. Jeśli człowiek ma 24 lata, skończone studia i kolejne miesiące bez odpowiedzi z rekrutacji, nawet nieidealny rynek zaczyna wyglądać jak szansa. Czasem pierwsza praca nie musi być wymarzona. Musi po prostu istnieć.
To lekcja nie tylko dla Azji
Historia Korei i Japonii jest odległa geograficznie, ale mechanizm brzmi znajomo. Ludzie migrują tam, gdzie widzą konkretną możliwość: umowę, szkolenie, przewidywalność, lepszy start albo po prostu mniej zamkniętych drzwi. I właśnie dlatego ten przykład można porównać z Polską.
Przez ostatnie lata polski rynek pracy w dużej mierze opierał się na pracownikach z Ukrainy. Dla wielu firm byli odpowiedzią na braki kadrowe w produkcji, logistyce, usługach, budownictwie, gastronomii czy magazynach. Dla wielu Ukraińców Polska była z kolei miejscem, gdzie można było szybko wejść na rynek, zarobić, utrzymać rodzinę i zbudować względną stabilność.
Oczywiście sytuacja Ukrainy i Korei Południowej jest zupełnie inna. Inne są przyczyny migracji, historia, skala i emocje. Ale z perspektywy pracodawcy jest jedna wspólna lekcja: samo „mamy pracę” już nie wystarcza. Jeśli kandydat przyjeżdża z innego kraju, trzeba pomyśleć o tym, jak go zatrzymać.
Czego mogą nauczyć się polscy pracodawcy?
Migrujący pracownik patrzy nie tylko na stawkę. Ważne są też jasne warunki, legalność zatrudnienia, zakwaterowanie, język komunikacji, wsparcie na starcie, szacunek w zespole i możliwość rozwoju. Jeśli firma traktuje cudzoziemca jak chwilową łatkę na grafik, nie powinna się dziwić, że ten szybko pójdzie dalej.
Japońskie firmy przyciągają młodych Koreańczyków m.in. tym, że oferują im wejście do organizacji i szkolenie od podstaw. To ważny trop także dla Polski. Pracownicy z Ukrainy, ale też z innych krajów, nie zostają tam, gdzie tylko „dają radę”. Zostają tam, gdzie widzą sens, porządek i przyszłość.
Azja pokazuje więc ciekawy paradoks: nawet wykształceni młodzi ludzie są gotowi przekroczyć granicę, jeśli u siebie nie widzą pierwszego kroku. Polska też konkuruje o takich ludzi, nie tylko z sąsiadami, ale z całym rynkiem. Pytanie brzmi: czy polscy pracodawcy potrafią zaoferować coś więcej niż wakat?
Firmy, które chcą przyciągać i zatrzymywać pracowników z różnych krajów, powinny zaczynać od prostych rzeczy: jasnych ogłoszeń, uczciwych warunków i dobrej organizacji pracy. Aktualne oferty można porównać na Jober.pl.



