Nie tylko panele i wiatraki. Transformacja energetyczna potrzebuje tysięcy fachowców
Przez lata symbolem transformacji energetycznej były panele słoneczne i turbiny wiatrowe. Teraz coraz większy problem pojawia się gdzie indziej: energię trzeba jeszcze przesłać, magazynować i dostarczyć tam, gdzie jest potrzebna.
To sprawia, że sieci elektroenergetyczne, magazyny energii i infrastruktura przesyłowa stają się jednym z najważniejszych obszarów inwestycji w energetyce.
A wraz z nimi rośnie znaczenie ludzi, którzy potrafią tę infrastrukturę projektować, budować i utrzymywać.
Prąd jest, ale nie zawsze da się go podłączyć
Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że projekty o łącznej mocy ponad 2500 GW czekają obecnie na możliwość podłączenia do sieci. Są wśród nich elektrownie odnawialne, magazyny energii, centra danych i duzi odbiorcy przemysłowi.
To pokazuje skalę problemu. Samo postawienie farmy fotowoltaicznej czy centrum danych nie wystarcza, jeśli lokalna sieć nie jest przygotowana na dodatkową moc.
Dlatego do 2030 roku globalne inwestycje w sieci powinny wzrosnąć o około 50% względem obecnego poziomu około 400 mld dolarów rocznie.
Największym ograniczeniem może być brak ludzi
Budowa infrastruktury energetycznej wymaga nie tylko pieniędzy i sprzętu.
Potrzebni są specjaliści, których już teraz w wielu krajach brakuje.
IEA wskazuje, że ponad połowa firm, związków zawodowych i instytucji edukacyjnych badanych w sektorze energetycznym zgłasza poważne problemy z rekrutacją wykwalifikowanych pracowników.
Szczególnie poszukiwani są:
- elektrycy i elektromonterzy,
- monterzy sieci i linii energetycznych,
- inżynierowie elektroenergetycy,
- operatorzy i technicy instalacji,
- specjaliści od magazynowania energii,
- automatycy i specjaliści od systemów sterowania.
To właśnie stanowiska techniczne należą dziś do najtrudniejszych do obsadzenia w energetyce.
Energetyka stała się jednym z największych pracodawców
Zmiana jest już widoczna w danych o zatrudnieniu.
Według IEA sektor energii elektrycznej stał się największym pracodawcą w całej branży energetycznej, wyprzedzając sektor paliw.
W ciągu pięciu lat zatrudnienie przy produkcji energii, sieciach, dystrybucji i magazynowaniu wzrosło łącznie o około 3,9 mln osób.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o wysoko wykwalifikowanych inżynierów. Ponad połowę pracowników energetyki stanowią osoby wykonujące praktyczne zawody techniczne.
Nowe kompetencje pojawiają się obok starych zawodów
Elektryk nadal pozostaje elektrykiem, ale zakres jego pracy może wyglądać zupełnie inaczej niż kilkanaście lat temu.
Do klasycznych instalacji dochodzą magazyny energii, ładowarki do samochodów elektrycznych, inteligentne sieci, fotowoltaika, pompy ciepła czy cyfrowe systemy monitorowania zużycia.
Dlatego transformacja energetyczna nie oznacza wyłącznie powstawania zupełnie nowych zawodów. Często oznacza przede wszystkim rozszerzenie kompetencji w zawodach, które już istnieją.
Dla pracownika technicznego może to być dobra wiadomość. Zdobycie dodatkowych uprawnień czy znajomości nowych systemów może znacząco zwiększyć liczbę ofert, do których może aplikować.
Sieci mogą stać się ważniejsze niż same elektrownie
Budowa nowej elektrowni słonecznej może trwać rok lub dwa. Rozbudowa dużej sieci przesyłowej potrafi zająć nawet kilkanaście lat.
To właśnie dlatego infrastruktura sieciowa zaczyna być jednym z głównych wąskich gardeł transformacji energetycznej.
Bez ludzi, którzy potrafią ją projektować i budować, część inwestycji w odnawialne źródła energii, centra danych czy elektromobilność może po prostu czekać w kolejce.
W najbliższych latach transformacja energetyczna może więc coraz mniej kojarzyć się wyłącznie z panelami i wiatrakami, a coraz bardziej z kablami, stacjami transformatorowymi, magazynami energii i fachowcami, którzy potrafią to wszystko połączyć.
To właśnie oni mogą stać się jedną z najbardziej poszukiwanych grup pracowników nowej energetyki.



