Logo Jober.pl

Milionowy zysk i niski podatek? Jak naprawdę działa estoński CIT

Redakcja Jober · Opublikowano

Udostępnij:

Milionowy zysk i niski podatek? Jak naprawdę działa estoński CIT 

Firma pokazuje w sprawozdaniu finansowym kilka milionów złotych zysku, a kwota podatku wygląda przy tym zaskakująco nisko. W internecie szybko pojawia się pytanie: jak to możliwe? 

Jedną z odpowiedzi może być sposób opodatkowania nazywany potocznie estońskim CIT. 

Nie jest to podatkowa furtka pozwalająca po prostu nie płacić CIT. Mechanizm działa inaczej: w określonych sytuacjach moment opodatkowania zysku zostaje przesunięty, przede wszystkim do czasu, gdy pieniądze zaczynają trafiać ze spółki do jej wspólników. 

Dlatego porównanie samego zysku firmy z podatkiem wykazanym za jeden rok może prowadzić do mylących wniosków. 

Zysk może zostać w firmie 

W klasycznym CIT firma co do zasady rozlicza podatek od osiągniętego dochodu. Podstawowe stawki wynoszą obecnie 19% albo, po spełnieniu odpowiednich warunków, 9%. 

Estoński CIT zmienia ten mechanizm. 

Jeżeli spółka wypracuje zysk i pozostawi go w przedsiębiorstwie, nie oznacza to automatycznie powstania podatku od tego zysku w takim samym momencie jak przy klasycznym CIT. 

Podatek pojawia się m.in. wtedy, gdy zysk zostaje przeznaczony do wypłaty wspólnikom. 

Ministerstwo Finansów opisuje dokładne zasady na stronie poświęconej estońskiemu CIT. 

Idea jest stosunkowo prosta: dopóki pieniądze pracują w przedsiębiorstwie, mogą finansować jego rozwój. Rozliczenie podatku zostaje powiązane przede wszystkim z momentem, kiedy właściciele zaczynają korzystać z wypracowanego zysku. 

10% albo 20%, ale nie od każdej złotówki zysku od razu 

Stawka estońskiego CIT wynosi obecnie 10% dla małych podatników i firm rozpoczynających działalność oraz 20% dla pozostałych. 

W 2026 roku status małego podatnika można uzyskać, jeżeli przychody ze sprzedaży wraz z VAT za poprzedni rok nie przekroczyły 8,517 mln zł. 

Sama stawka nie powinna być jednak bezpośrednio mnożona przez zysk widoczny w sprawozdaniu finansowym. Kluczowe jest to, jakie zdarzenie zgodnie z przepisami podlega w danym momencie opodatkowaniu. 

To właśnie dlatego firma może wykazać wysoki zysk księgowy, a jednocześnie relatywnie niewielki bieżący podatek. 

Nie wystarczy po prostu zostawić pieniędzy na koncie 

Tu pojawia się ważne zastrzeżenie. 

Estoński CIT nie pozwala na dowolne przesuwanie pieniędzy pomiędzy spółką a właścicielami bez konsekwencji podatkowych. 

Przepisy obejmują nie tylko formalnie wypłaconą dywidendę, ale również tzw. ukryte zyski oraz wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą. 

Jeżeli więc wspólnik otrzymuje od spółki określone świadczenia, płatności czy korzyści, mogą one zostać potraktowane jako dochód podlegający opodatkowaniu nawet wtedy, gdy formalnie nie nazwano ich dywidendą. 

To jeden z powodów, dla których samo spojrzenie na dwie liczby w sprawozdaniu firmy nie wystarcza, aby ocenić prawidłowość jej rozliczeń. 

Po co wprowadzono taki system? 

Estoński CIT działa w Polsce od 2021 roku. Jego konstrukcja ma zachęcać przedsiębiorstwa do pozostawiania kapitału w firmie. 

Zamiast wypłacać cały wypracowany zysk właścicielom, spółka może przeznaczyć pieniądze na rozwój działalności: sprzęt, technologię, nowe projekty, zapasy czy zwiększenie skali biznesu. 

W teorii tworzy to prostą zachętę: jeżeli przedsiębiorca reinwestuje zysk, nie musi natychmiast oddawać części tych środków w postaci klasycznie rozliczanego CIT. 

Dlatego system może być szczególnie interesujący dla firm, które zarabiają, ale nie potrzebują od razu wypłacać całego zysku swoim udziałowcom. 

Nie każda firma może wybrać estoński CIT 

To również nie jest rozwiązanie dostępne bez żadnych warunków. 

Z estońskiego CIT mogą korzystać określone rodzaje spółek, m.in. spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjne, proste spółki akcyjne czy komandytowe. 

Przepisy stawiają też wymagania dotyczące struktury właścicielskiej, charakteru przychodów i zatrudnienia. 

Sam wybór tej formy wymaga zgłoszenia ZAW-RD. Standardowo jest ona wybierana na okres czterech lat podatkowych i może zostać automatycznie przedłużona na kolejny okres. 

Dlaczego wokół estońskiego CIT łatwo o nieporozumienia? 

Największy problem bierze się z porównywania dwóch wartości, które nie muszą powstawać według tych samych zasad. 

Zysk księgowy mówi, jaki wynik osiągnęła spółka w danym okresie. Bieżący podatek pokazuje natomiast zobowiązanie wynikające z konkretnych przepisów podatkowych. 

W klasycznym modelu zależność między nimi jest bardziej intuicyjna. W estońskim CIT moment opodatkowania jest przesunięty i związany z określonym sposobem wykorzystania zysku. 

Dlatego zdanie „firma zarobiła 3 mln zł, więc powinna zapłacić określony procent od 3 mln zł” może być po prostu błędnym uproszczeniem. 

Żeby ocenić konkretną spółkę, należałoby wiedzieć nie tylko, ile zarobiła, ale też jaki system opodatkowania stosuje, co zrobiła z zyskiem i czy wystąpiły inne zdarzenia podlegające opodatkowaniu. 

Od 2027 roku szykują się kolejne doprecyzowania 

Estoński CIT nadal jest rozwijany. 

Rząd przyjął we wrześniu 2026 roku projekt zmian, który ma m.in. doprecyzować zasady dotyczące ukrytych zysków, wydatków niezwiązanych z działalnością oraz warunku zatrudnienia. Projekt przewiduje też ułatwienia dla firm, które przy przechodzeniu na ryczałt popełniły określone błędy formalne. 

Według obecnych założeń nowe przepisy mają zasadniczo wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Szczegóły projektu opisuje Ministerstwo Finansów. 

Niski podatek nie odpowiada sam w sobie na pytanie „dlaczego?” 

Głośne internetowe dyskusje o wynikach finansowych firm pokazują, jak łatwo pomylić zysk z podstawą bieżącego opodatkowania. 

Milionowy wynik i niewielki podatek mogą wyglądać zaskakująco, ale bez informacji o sposobie rozliczenia spółki nie pozwalają jeszcze wyciągać wniosków o tym, czy firma płaci za mało, za dużo albo nieprawidłowo. 

Estoński CIT dobrze pokazuje dlaczego. W tym systemie pytanie brzmi nie tylko: „ile firma zarobiła?”, ale także: „co zrobiła z tym zyskiem?”.