Logo Jober.pl

Polska miała przejmować pracę z Zachodu. Teraz część etatów odpływa dalej

Udostępnij:

Polska miała przejmować pracę z Zachodu. Teraz część etatów odpływa dalej 

Przez lata schemat był prosty. Firma z Londynu, Nowego Jorku czy Frankfurtu szukała miejsca, w którym może taniej prowadzić księgowość, obsługę klienta, HR, analizę danych albo część procesów technologicznych. Na mapie bardzo często pojawiała się Polska. 

Dziś ten sam mechanizm zaczyna działać również przeciwko nam. 

W krakowskim centrum Ubera pracę straciło już ponad 150 osób, a pracownicy spodziewają się kolejnych redukcji. Część wykonywanych w Polsce procesów jest przenoszona do Indii. Szczególne emocje budzą relacje zwalnianych osób, według których niektórzy mają jeszcze szkolić pracowników, którzy przejmą ich zadania. 

To historia jednej firmy, ale trudno patrzeć na nią w całkowitym oderwaniu od tego, co dzieje się wokół. 

Najpierw Kraków był tańszą alternatywą 

Kiedy Uber otwierał swoje centrum w Krakowie w 2015 roku, inwestycja była przedstawiana jako sukces miasta i polskiego sektora nowoczesnych usług. Kraków stał się jednym z najważniejszych europejskich ośrodków dla centrów BPO i SSC, przyciągając tysiące dobrze wykształconych pracowników znających języki. 

Polska miała kilka mocnych kart: niższe koszty niż Europa Zachodnia, dużą liczbę absolwentów, znajomość języków i dostęp do specjalistów. 

Problem w tym, że przewaga oparta częściowo na kosztach nigdy nie jest dana raz na zawsze. Jeśli proces można było przenieść z droższego kraju do Polski, w pewnych warunkach można go później przenieść jeszcze dalej. 

Uber nie jest jedynym sygnałem 

Podobne zmiany zachodzą w krakowskim HSBC. Bank potwierdził redukcję ponad 120 stanowisk, a według wcześniejszych doniesień cała restrukturyzacja może objąć znacznie większą liczbę pracowników. Część procesów również trafia do Indii. 

Co ważne, nie chodzi już wyłącznie o najprostsze stanowiska administracyjne. Zmiany w HSBC obejmowały między innymi IT, HR i cyberbezpieczeństwo. 

To burzy wygodne założenie, że wystarczy zdobyć bardziej specjalistyczne kompetencje, aby całkowicie zabezpieczyć się przed przenoszeniem stanowisk. Specjalista nadal ma lepszą pozycję niż osoba wykonująca powtarzalne zadania, ale globalne firmy coraz łatwiej dzielą zespoły pomiędzy kilka krajów. 

Do gry weszła jeszcze automatyzacja 

Na konkurencji pomiędzy Polską a Indiami historia się nie kończy. Trzecim graczem jest technologia. 

Firmy nie muszą już wybierać wyłącznie pomiędzy pracownikiem w Krakowie a pracownikiem w Bengaluru. Część zadań można zautomatyzować, ograniczyć albo przekazać narzędziom wykorzystującym sztuczną inteligencję. 

Uber ogłosił globalną redukcję około 3300 etatów, czyli około 10 proc. swojej korporacyjnej załogi. Firma tłumaczy ją przede wszystkim chęcią uproszczenia struktury, zmniejszenia liczby poziomów zarządzania i połączenia części zespołów. Jednocześnie intensywnie inwestuje w technologie związane z autonomicznym transportem. 

To ważne rozróżnienie: nie każda redukcja etatu jest dziś „przez AI”. Często jednocześnie działają koszty, reorganizacja, automatyzacja i przenoszenie procesów między krajami. 

Polska nie przestanie być centrum usług. Ale może zmienić się rodzaj pracy 

Byłoby przesadą ogłaszać koniec polskich centrów biznesowych. Nadal pracują w nich setki tysięcy osób, a firmy rozwijają tutaj również zaawansowane zespoły technologiczne, analityczne i finansowe. 

Zmienia się jednak to, co najbardziej opłaca się utrzymywać w Polsce. 

Najbardziej podatne na presję są zadania powtarzalne, łatwe do opisania procedurą i możliwe do wykonywania z dowolnego miejsca. Większą wartość zyskują role wymagające wiedzy eksperckiej, odpowiedzialności za proces, kontaktu z klientem, analizy, technologii albo podejmowania decyzji. 

Historia Ubera jest więc czymś więcej niż kolejną informacją o zwolnieniach. Pokazuje paradoks gospodarki, która przez lata korzystała z przenoszenia miejsc pracy z droższych państw. 

Teraz po raz pierwszy na większą skalę musi przyzwyczaić się do myśli, że na globalnym rynku pracy również Polska może okazać się tym droższym miejscem.